Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlanie postów z sierpień, 2022

O Małej Tęczy i kolorowej Chmurce

Zainspirowana: piankową figurką od Marysi. W pewnym mieście nad morzem żyje sobie dziewczynka, która ma na imię Marysia. Bardzo lubi malować i lepić z pianki różne kolorowe stworki. Któregoś razu zdarzyło się tak, że ulepiła również małą, kolorową Tęczę. Była to istotka śliczna, miała wszystkie tęczowe kolorki, dwa bystre oczka oraz uśmiechniętą buzię, a jej nogi opierały się na białych chmurkach. Mała Tecza lubiła to, jaka jest. Miło spędzała czas w kolorowym pokoju Marysi wśród innych ulepionych stworków, aż kiedyś nadszedł czas przeprowadzki. Mała Tęcza wkrótce stała się bowiem prezentem dla pewnej malutkiej dziewczynki, która wtedy jeszcze nie umiała ani mówić, ani chodzić, a na imię ma Rózia. Być prezentem - miła rzecz! - powiecie zapewne i będziecie mieli sporo racji. Mała Tęcza ucieszyła się, że może być dla kogoś darem, jednak, gdy zawisła na białej ścianie w nowym domu - zrobiło jej się jakoś smutno. - To już zupełnie nie jest mój dom, jak mam się tutaj odnaleźć? - myślała ...

O Żmijce i Zaskrończyku

Zdjęcie zapożyczone ze strony Biebrznięci :) na Facebooku. Pasuje idealnie! Zainspirowana: drewnem na naszym podwórku. Był sobie wielki las, a w tym wielkim lesie - malutkie gospodarstwo. Przezorny gospodarz przez całą wiosnę pracowicie gromadził w nim drewno na zimę. Układał je w wysoki stos przy ścianie stodoły, gdzie miało spokojnie schnąć w ciągu lata. Takie spiętrzone drewno okazało się idealnym miejscem zamieszkania dla wszelkiego rodzaju żyjątek: owadów, jaszczurek, myszy, norniczek, pająków... i węży. Pomiędzy szczapkami z lewej strony znalazła sobie mieszkanko pewna mała Żmijka, zaś po prawej stronie rozgościł się mały Zaskrończyk. Los natomiast tak sprawił, że o poranku każde z nich wypełzało w swoją stronę - ku swoim sprawom. Żmijka pełzła w prawą stronę, kierunku bramy, a Zaskrończyk przeciwnie - w głąb ogrodu, w lewą stronę. Pewnego dnia, kiedy się spotkali - nie minęli się w po prostu tak, jak zawsze, ale zatrzymali na przeciwko siebie. Każde było bardzo skrępowane tą sy...

O ciapciatym, brzydkim Dywanie

  Zainspirowana: dywanem w domu mojej mamy. Opowiem wam bajkę o pewnym Dywanie. Słuchajcie uważnie, bo to historia z morałem! Zaczyna się ona tak: Pewien handlarz prowadził sklep z dywanami. Miał w nim wiele przeróżnych egzemplarzy – tańsze i droższe, aby każdy klient miał szansę znaleźć coś dla siebie. Kiedyś jednak nabył również Dywan, który był wyjątkowo brzydki i nikt nie chciał go kupić. Dywan ów miał ciemne, szaro-bure kolory, które w dodatku zupełnie do siebie nie pasowały. Wzór na nim był pstrokaty i chaotyczny, że aż oczy bolały patrzeć, jak to się mówi. W dodatku wykonano go z najtańszego akrylu, takiego, który w dotyku elektryzuje się, a w praniu – natychmiast mechaci i niszczy. Kształt Dywanu również pozostawiał wiele do życzenia, był jakby za wąsk i za długi, trudno byłoby go wpasować w jakikolwiek pokój. Znalazł go kiedyś handlarz w magazynie, sam już nie pamiętał, skąd tam się wziął, ale musiał był swoje odleżeć. Właściciel stwierdził, że c...

O Księżycu i Gwiazdkach

    Zainspirowana: wzorem na pieluszce tetrowej. Kiedy popatrzysz nocą prosto w niebo i będziesz mieć trochę szczęścia – ujrzysz gromadkę wesołych, migających gwiazdek. Są rozsiane po całym niebie, od horyzontu po horyzont. Dopiero gdy nasze Słońce ustąpi im miejsca – mogą wystąpić na nieboskłonie i pokazać się nam, ale tak naprawdę, to żyją cały czas tam gdzieś hen, hen w niekończących się przestworzach Wszechświata. Gwiazdki rodzą się i umierają, a póki żyją – są to istoty wesołe, skoro do zabaw i psot. Co milion lat każda Gwiazdka obchodzi swoje urodziny, pod czas których wyprawia przyjęcie dla innych migotliwych koleżanek. Jest wtedy tort i kolorowe czapeczki i serpentyny, tak jak na każdych urodzinach powinno być, jeśli tylko ktoś ma na to ochotę. Zastanawiasz się pewnie, dlaczego nigdy nie widziałeś, albo nie widziałaś takiego przyjęcia? No cóż, Gwiazdki są przecież od nas bardzo, bardzo daleko… Za każdym razem, gdy jakaś Gwiazdka obchodziła swoje urodziny – zapr...

O rzece północnej i ludziach

    Zainspirowana: obrazem olejnym w domu mojej mamy. Daleko na północy płynęła wielka, piękna rzeka. Była bardzo długa, a jej bieg – bardzo zmienny. Rodziła się w wysokich, skalistych górach, gdzie wypływała z malutkiego źródełka. Na początku biegła radośnie wąskim, pluskającym strumyczkiem. Później stopniowo nabierała tempa i coraz głębiej rzeźbiła tutejsze skały. W końcu stała się długim, radosnym górskim strumieniem, w którym mieszkały ryby. Gdy zaś spływała w doliny, wytracała swój pęd i płynęła spokojniej szerokim korytem. Pewnego razu zdarzyło się tak, że w pobliżu rzeki pojawili się ludzie. Jedni budowali swoje chaty na nizinach, w rzece zaś kąpali się, prali odzież i łowili ryby. Inni zajmowali tereny górskie, gdzie ze źródła rzeki i jej strumienia czerpali wodę pitną. Ludzie byli rzece bardzo wdzięczni na każdym jej odcinku za dobrodzejstwa, jakich mogli od niej doświadczać. Na żyznych terenach przy brzegu rosła bujna roślinność, w upalne dni zawsze można było sk...

O dobrym drzewku pomarańczowym

  Zainspirowana: drzewkiem w doniczce, które otrzymaliśmy z mężem jako prezent ślubny Jakiś czas temu w Hiszpanii mieszkała sobie rodzina, którą spotkało wielkie nieszczęście. Rodzice mieli jedną dorosłą córkę. Dziewczyna wciąż jeszcze mieszkała z nimi, choć od jakiegoś czasu bardzo pragnęła się wyprowadzić i zacząć własne życie. Zawsze jednak coś stanowiło dla niej przeszkodę: a to chciała jeszcze skończyć jakąś szkołę, a to jeszcze pomagała w pielęgnacji ogrodu, a to jeszcze znalazła pracę niedaleko rodzinnego domu, a to pomyślała sobie, że “może od przyszłego roku…”, a to się akurat zbliżaly jakieś święta… I tak lata mijały i dziewczyna ciągle się nie wyprowadzała. Jej rodzinny dom posiadał przepiękny ogród, prawdopodobnie najpiękniejszy w całej wsi. A w tym ogrodzie rosło najpiękniejsze drzewko pomarańczowe. Owoce z tego drzewka były niezwykle dorodne, każdy we wsi zwracał uwagę na to drzewko, jeden z zazdrością, a drugi z zachwytem. Lata zatem mijały, aż w rodzinie wydarzy...

O Bocianie i Żabie

  Uwaga, bajka dobra dla każdego, ale jednak przyczaiło się w niej jedno brzydkie słowo. Kilka razy. Poziom jego brzydactwa pozostawiam Tobie do wyboru 🙂 Zainspirowana: obrazem olejnym w domu mojej mamy. Były sobie mokradła o świcie. Spowijały je gęste, bagienne mgły. Kulka słońca jeszcze nie pojawiła się na niebie, a chmury przybierały piękne pastelowe barwy. Było cicho jak makiem zasiał. Po bagnach zaś leniwie przechadzał się Bocian. Powoli podnsił na zmianę swoje długie, czerwone nogi, stawiając kolejne kroki w otaczającej go płytkiej wodzie. Nigdzie się nie śpieszył, wręcz przeciwnie, korzystał z miłej, porannej ciszy. Rozkoszował się po prostu błogością chwili obecnej. Aż nagle zobaczył Żabę. Siedziała na liściu i patrzyła na niego nieruchomymi żabimi oczami. “Hmm… – pomyślał sobie – może i chętnie bym właśnie coś zjadł…”, po czym ruszył nieśpiesznie w jej stronę, udając, że niby nic, ale jego ruchy wyglądały już zupełnie inaczej niż przedtem, bo przeci...

O Lisach i Borsukach

  Inspirowana: wzorem na dziecięcym beciku. Był sobie kiedyś las, w którym nigdy jeszcze nie pojawił się człowiek. Mieszkały tam różne stworzonka i stworzenia, a wśród nich także Lisy i Borsuki. Zwierzęta te żyły ze sobą w pełnej zgodzie, a nawet w przyjaźni. Kiedy wśród gęstwiny krzyżowały się ich ścieżki – miło się nawzajem pozdrawiały nim ruszyły w dalszą drogę. Pewnego razu jednak zdarzyło się tak, że w lesie zabrakło zajęcy. Zarówno Lisy, jak i Borsuki są oczywiście drapieżnikami i akurat te małe zwierzątka stanowiły dotąd ich przysmak. Jedne i drugie mogły żywić się jeszcze czymś innym, ale najbardziej upodobały sobie zające. Polowały na nie bez przerwy, przy każdej okazji. Te zaś, gdy zorientowały się w sytuacji – zaczęły uciekać z lasu na pobliskie łąki i pola, a nawet jeszcze dalej, by ratować swoje życie i potomstwo. Każdy bowiem przy zdrowych zmysłach chce na tym świecie przede wszystkim jednego – przetrwać. Odkąd w lesie zabrakło zajęcy – skończy...

Powitanie

  Cześć! Będzie to takie powitanie o charakterze wstępu. Oto zaczynam swoją przygodę z prowadzeniem wirtualnej książki z bajkami, nie tylko dla dzieci. Pomysł ten przyszedł do mnie pewnego dnia, gdy opiekowałam się moją małą Niunią, która miała wtedy jeszcze niecały miesiąc. Były takie momenty, kiedy zostawałam sama ze swoim szkrabutkiem i jeszcze się nie chustowałyśmy, więc uzyskanie chwili dla siebie z wolnymi rękami nie było łatwe. Niunia niekoniecznie chciała tak po prostu leżeć gdzieś obok w ciszy (i wciąż jest raczej z tych “nieodkładalnych” dzieci). Pomyślałam więc, że będę zajmować jej umysł opowiadaniem bajek. Gdy słyszała mój głos – była całkiem spokojna i miałam te parę minut… A skąd tu brać bajki? – mógłby ktoś zapytać z powątpiewaniem. I słusznie, bo rzeczywiście nie znałam zbyt wielu, a te które znałam były tak oklepane, że może nie młodą, ale mnie samą by chyba zanudziło ich opowiadanie na śmierć… I wiesz, co się wtedy stało? Okazało się nagle, ...