Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlanie postów z wrzesień, 2022

O Mamie Kwoce i kolorowych kurczakach, cz. 2

                      Odkąd Mama Kwoka i jej kolorowe kurczęta zaprzyjaźniły się z rodziną mamy indyczki - ich los znacznie się poprawił, było już prawie dobrze. Prawie dobrze, bo dzieci dorastały, stawały się młodziakami i zaczęły zadawać trudne pytania: - A kim my właściwie jesteśmy, mamo? - zapytały któregoś razu. - Inne kurczaki nas nie chciały, rady gęsi i perliczki w ogóle do nas nie pasowały, ale dobrze się odnajdujemy w zagrodzie indyków. Jesteśmy takie kolorowe, a przecież nie jesteśmy indykami. To kim my jesteśmy? Mama Kwoka zupełnie nie była przygotowana na takie rozmowy, chciała właśnie pójść na podwórko, pogrzebać w jakichś kamyczkach, zjeść robaczka, pogdakać sobie spokonie... a tu masz ci los! Problemy egzystencjalne młodziaków! Odpowiedziała nerwowo, że nie jest to moment na takie pytania, bo ma dużo pracy, ale przez kilka dni młode kurczaki nie dawały za wygraną, więc Mama Kwoka postanowiła znowu ratowa...

O Mamie Kwoce i Kolorowych Kurczakach, cz. 1

  Zainspirowana: matą dla niemowląt. Było sobie pewne gospodarstwo, na którym mieszkało wiele różnych zwierząt. Między innymi żyła tam rónież pewna Kwoka, która niedawno zniosła jajka, a z nich wykluły się pisklęta. Mama Kwoka złapała się skrzydłami za głowę, kiedy je zobaczyła. Były takie kolorowe! Jedno zielone, drugie czerwone, a trzecie znowuż - niebieskie. Niestety pozostałym, żółciutkim kuczątkom niespodobali się tacy wielobarwni koledzy i zaczęły im bardzo dokuczać. Podkubywały im ich kolorowe piórka, wyrywały i przykładały sobie do skrzydełek, śmiejąc się w najlepsze. Mamie Kwoce serce się krajało, gdy widziała krzywdę swych dzieci, ponieważ jednak nie wiedziała, co zrobić - poszła poradzić się gęsi. Jej młodych nikt nigdy nie zaczepiał. Zapytała więc mamę gęś: - Moje małe kurczątka tak cierpią, ciągle ktoś im dokucza, poradź mi, proszę, co mam z tym zrobić, żebyśmy mieli wreszcie spokój? - Dokuczają im? - odrzekła mama gęś. - Po rostu jesteś za słaba. Mnie i moim dzi...

O Różowej Lamie z Teksasu

  Zainspirowana: wzorem na pudełku chusteczek. Było sobie ranczo w Teksasie. Farmer hodował tam piękne białe Lamy. Ich futerko było mięciutkie w dotyku i nieskazitelnie białe! Wydawać by się mogło, że nic piękniejszego już nie mogło spotkać człowieka... aż tu nagle! Pewnego razu na tym ranczu urodziła się malutka Lama, która była całkowicie różowa. Od raciczek aż po uszka - w różnych odcieniach różu. Wszystkie dzieci w okolicy wprost oszalały z zachwytu! Dzieci farmera oczywiście były przeszczęśliwe, wszyscy z okolicy przychodzili do nich zobaczyć różową Lamę i móc się z nią pobawić. Była sławna wśród ludzi z całej okolicy. Tylko, że to wcale nie czyniło jej szczęśliwą, bo była zupełnie nielubiana i nieakceptowana przez inne lamy. Młodziaki nawet dokuczały jej, podszczypywały, gdy żaden człowiek nie patrzył. Tylko mama ją bardzo kochała, ale mamy wkrótce zabrakło, bo farmer co jakiś czas jeździł na targ i sprzedawał swoje lamy, z tego się utrzymywał. Gdy tylko Różowa Lama przesta...

O srogich Bobasach!

Zainspirowana: po prostu życiem :P Napisana do spółki z mężem. Ilustracja również powstała wspólnymi siłami :) Wysoko w górach była sobie wioska. Mieszkali tam ludzie, którzy nie mieli dzieci. Chcieli je mieć, ale przez długi czas jakoś tak się nie składało. Kiedyś, dawno temu podobno żył w tej wiosce pewien czarodziej, który potrafił wyczarować dzieci, ale zmarło mu się i od tej pory już ich we wiosce nie było, nawet jeśli ludzie się o nie starali. W górach, jak to w górach, ludzie z wioski hodowali owce i kozy. Doili od nich mleko, z którego produkowali sery. Wymieniali je potem na wino z wioską zza wzgórza. Tam akurat uprawiano winorośl, bo to był południowy stok. Nasi bohaterowie mieli więc właściwie wszystko, co im potrzebne, ale wzdychali też jeszcze o dzieci, których akurat nie mogli za bardzo mieć. Wzdychali więc za dziećmi po kątach w swoich domostwach, ale też i wzdychali na rynku, zupełnie publicznie. A ponieważ koniec końców świat działa tak, że co chcesz to dostaniesz (...

O Pawiu, który nie był z siebie dumny

Zainspirowana: obrazkiem w szablonie na Wordpess'ie. Zdjęcie jest mojego autorstwa :) Jest takie miasteczko, które całe wygląda jak wielki, piękny ogród. W centrum tego miasteczka znajduje się kościół okalany wspaniałą, bujną roślinnością - otaczają go przeróżne gatunki drzew i kwiatów. W każdej porze roku jest tam zielono i pachnąco. Wierni przychodzący na mszę często zostawali na zewnątrz, by rozkoszować się tym pięknem i bogactwem natury. A cieszyć ich oczy mogły również trzy mieszkające tam pawie. Wszystkie one były piękne i majestatyczne, gdy przechadzały się alejkami ogrodu i rozpościerały swoje wspaniałe ogony. Gwoli ścisłości jednak - tylko dwa pawie chadzały alejkami i prezentowały wiernym swoje opalizująco kolorowe pióra. Trzeci z nich zachowywał się jakoś inaczej - przesiadywał całe dnie wysoko na drzewie, a schodził tylko po to, by posilić się ziarnem rzucanym mu przez kościelnego. Dziwny to był paw i w zasadzie mało kto pamiętał o jego istnieniu. Na mszę do kościoła...