Przejdź do głównej zawartości

O Żmijce i Zaskrończyku



Zdjęcie zapożyczone ze strony Biebrznięci :) na Facebooku. Pasuje idealnie!

Zainspirowana: drewnem na naszym podwórku.


Był sobie wielki las, a w tym wielkim lesie - malutkie gospodarstwo. Przezorny gospodarz przez całą wiosnę pracowicie gromadził w nim drewno na zimę. Układał je w wysoki stos przy ścianie stodoły, gdzie miało spokojnie schnąć w ciągu lata.

Takie spiętrzone drewno okazało się idealnym miejscem zamieszkania dla wszelkiego rodzaju żyjątek: owadów, jaszczurek, myszy, norniczek, pająków... i węży.

Pomiędzy szczapkami z lewej strony znalazła sobie mieszkanko pewna mała Żmijka, zaś po prawej stronie rozgościł się mały Zaskrończyk. Los natomiast tak sprawił, że o poranku każde z nich wypełzało w swoją stronę - ku swoim sprawom. Żmijka pełzła w prawą stronę, kierunku bramy, a Zaskrończyk przeciwnie - w głąb ogrodu, w lewą stronę.

Pewnego dnia, kiedy się spotkali - nie minęli się w po prostu tak, jak zawsze, ale zatrzymali na przeciwko siebie. Każde było bardzo skrępowane tą sytuacją, z początku udawali więc, że siebie nie widzą, ale w końcu ciekawość wzięła górę.

- Csssssześć! - powiedziała mała Żmijka.

- Cześśśśśść! - odpowiedział jej mały Zaskrończyk.

- Cssszy tu miessssszkasz? - zapytała Żmijka.

- Tak jesssssst. - odpowiedział Zaskrończyk.

I dalej potoczyła się krótka rozmowa, w której tylko wymienili uprzejmości, a następnie podążyli - każdy w swoją stronę. To spotkanie ich na tyle ośmieliło, że gdy kolejnego dnia również się zobaczyli, przywitali się od razu:

- Csssssześć! - powiedziała mała Żmijka.

- Cześśśśśść! - powiedział mały Zaskrończyk.

- Fajnie cssssię widzieć. - dodała Żmijka.

- Cssssiebie teżżżż. - odpowiedział wesoło Zaskrończyk.

Porozmawiali jeszcze o tym, jak im się mieszka w tym drewnie, co jest przyjmene, a co nie bardzo. Ponarzekali sobie na niewielkie szczeliny między szczapkami, chętnie znaleźliby coś bardziej wygodnego...

I tak spotykali się jeszcze kilka razy, rozmawiali o tym, co lubią, czego nie lubią, potem o swoich planach i marzeniach, trochę o przeszłości... i tak zaczęli czuć się ze sobą bardzo, bardzo dobrze.

Ale któregoś razu, gdy wrócili już do swoich kryjówek, zastanowili się nad tym, że należą przecież do dwóch różnych gatunków. Zaskrończyk zadawał sobie pytanie - czy to jest problem? Żmijka myślała o tym, że chciałaby kiedyś założyć rodzinę. Ich myśli zaczęły rosnąć i rosnąć, aż zamieniły się w bardzo poważne rozmyślania. A kiedy zwykłe małe myśli urosną w takie wielkie rozmyślania - może, niestety, zrobić się niebezpiecznie, a na pewno bardzo przykro.

Tak było i tym razem. Gdy któregoś kolejnego dnia Żmijka i Zaskrończyk znowu się spotkali, przywitali się:

- Csssssześć! - powiedziała mała Żmijka.

- Cześśśśśść! - powiedział mały Zaskrończyk.

I zapadła między nimi nieprzyjemna cisza. Żmijka odezwała się pierwsza, postanowiła podzielić się swoją myślą z małym Zaskrończykiem. Opowiedziała mu o tym, że chciałaby założyć kiedyś rodzinę z jakimś fajnym, miłym Żmijem. Zaskrończyk od razu posmutniał, pomyślał sobie, że nigdzie pewnie nie znajdzie takiej fajnej Zaskronki jak ta mała Żmijka. Zrobiło mu się tak strasznie przykro, że aż zezłościł się i bez pożegnania ruszył w zupełnie odwrotną stronę niż zwykle.

Bardzo to zdziwiło małą Żmijkę, więc po chwili ruszyła za nim. I w samą porę! Zaskrończyk nie wiedział, jak działa wielki las poza gospodarstwem, nie wiedział, że tuż za bramą jest droga, po której od czasu do czasu przejeżdża wóz z koniem, rower, albo samochód. W ostatniej chwili małej Żmijce udało się dogonić Zaskrończyka i zapleść ogonem za jego ogon. W ten sposób uratowała go przed rozpędzonym autem. Zostali razem na poboczu drogi w tumanach kurzu. Wielu jego braci nie miało takiego szczęścia, gdy spacerujecie leśną drogą możecie czasem zobaczyć biedne, przejechane zaskrońce.

Zaskrończykowi zrobiło się głupio, ale też czuł ogromną wdzięczność. Zdecydowanie wolał żyć niż zginąć pod... tym okropnym czymś. Mała Żmijka powiedziała mu, że jest głuptas, kiedy wyjawił jej swoje myśli i uczucia. Natura i instynkty wzywają ich do swoich najważniejszych zadań - rozrodu, zakładania rodziny w obrębie swojego gatunku. To jednak nie znaczy, że nie mogą przyjaźnić się z kim tylko zechcą! Mały Zaskrończyk przestraszył się, że jak nadto Żmijkę polubi, to zostanie zraniony, ale teraz, gdy jego życie przez chwilę wisiało na strzępku wylinki, pomyślał, że każdy moment życia jest niezwykle ważny. Najlepiej wypełniać je przyjaźnią, zabawą i szczęściem, a nie zmartwieniami, przykrością i smutkiem.



Komentarze

Popularne posty z tego bloga

O Pawiu, który nie był z siebie dumny

Zainspirowana: obrazkiem w szablonie na Wordpess'ie. Zdjęcie jest mojego autorstwa :) Jest takie miasteczko, które całe wygląda jak wielki, piękny ogród. W centrum tego miasteczka znajduje się kościół okalany wspaniałą, bujną roślinnością - otaczają go przeróżne gatunki drzew i kwiatów. W każdej porze roku jest tam zielono i pachnąco. Wierni przychodzący na mszę często zostawali na zewnątrz, by rozkoszować się tym pięknem i bogactwem natury. A cieszyć ich oczy mogły również trzy mieszkające tam pawie. Wszystkie one były piękne i majestatyczne, gdy przechadzały się alejkami ogrodu i rozpościerały swoje wspaniałe ogony. Gwoli ścisłości jednak - tylko dwa pawie chadzały alejkami i prezentowały wiernym swoje opalizująco kolorowe pióra. Trzeci z nich zachowywał się jakoś inaczej - przesiadywał całe dnie wysoko na drzewie, a schodził tylko po to, by posilić się ziarnem rzucanym mu przez kościelnego. Dziwny to był paw i w zasadzie mało kto pamiętał o jego istnieniu. Na mszę do kościoła...

O dwóch kamieniach

  Zainspirowana: kamyczkami na drodze, opowiedział Piotr. To będzie bajka o dwóch kamieniach, posłuchajcie. Gdzieś w Albanii, przy drodze asfaltowej leżał sobie mały kamyczek. Co i raz to jakiś przejeżdżający samochód potrącał go i spychał w jakieś inne miejsce. Czasem zdarzyło się, że jakiś pieszy szedł poboczem i kopnął go przed siebie, albo jakieś dziecko wzięło go w rączkę i rzuciło. Czasem kopnął go osiołek, ciągnący wóz cebuli, a czasem bezpański pies. Trwało to już bardzo długo, kamyczek był przepychany bezwładnie z miejsca na miejsce. Myślał sobie z żalem: "Jestem taki mały, że wszyscy mogą mną pomiatać, to straszne, okropnie jest być takim małym kamyczkiem!" Któregoś razu został tak rzucony w okolice wielkiego wiaduktu. Obił się o niego i leżał nieopodal. Zauważył, że ów wiadukt miał fundament zbudowany z wielkich kamieni. Kamyczek był zachwycony! Powiedział do jednego z nich: "Oh! Ależ ty to jesteś wspaniały! Jesteś taki wielki, nikt tobą nie może pomiatać. ...

O Lisach i Borsukach

  Inspirowana: wzorem na dziecięcym beciku. Był sobie kiedyś las, w którym nigdy jeszcze nie pojawił się człowiek. Mieszkały tam różne stworzonka i stworzenia, a wśród nich także Lisy i Borsuki. Zwierzęta te żyły ze sobą w pełnej zgodzie, a nawet w przyjaźni. Kiedy wśród gęstwiny krzyżowały się ich ścieżki – miło się nawzajem pozdrawiały nim ruszyły w dalszą drogę. Pewnego razu jednak zdarzyło się tak, że w lesie zabrakło zajęcy. Zarówno Lisy, jak i Borsuki są oczywiście drapieżnikami i akurat te małe zwierzątka stanowiły dotąd ich przysmak. Jedne i drugie mogły żywić się jeszcze czymś innym, ale najbardziej upodobały sobie zające. Polowały na nie bez przerwy, przy każdej okazji. Te zaś, gdy zorientowały się w sytuacji – zaczęły uciekać z lasu na pobliskie łąki i pola, a nawet jeszcze dalej, by ratować swoje życie i potomstwo. Każdy bowiem przy zdrowych zmysłach chce na tym świecie przede wszystkim jednego – przetrwać. Odkąd w lesie zabrakło zajęcy – skończy...