Przejdź do głównej zawartości

O ciapciatym, brzydkim Dywanie

 


Zainspirowana: dywanem w domu mojej mamy.

Opowiem wam bajkę o pewnym Dywanie. Słuchajcie uważnie, bo to historia z morałem! Zaczyna się ona tak:

Pewien handlarz prowadził sklep z dywanami. Miał w nim wiele przeróżnych egzemplarzy – tańsze i droższe, aby każdy klient miał szansę znaleźć coś dla siebie. Kiedyś jednak nabył również Dywan, który był wyjątkowo brzydki i nikt nie chciał go kupić.

Dywan ów miał ciemne, szaro-bure kolory, które w dodatku zupełnie do siebie nie pasowały. Wzór na nim był pstrokaty i chaotyczny, że aż oczy bolały patrzeć, jak to się mówi. W dodatku wykonano go z najtańszego akrylu, takiego, który w dotyku elektryzuje się, a w praniu – natychmiast mechaci i niszczy. Kształt Dywanu również pozostawiał wiele do życzenia, był jakby za wąsk i za długi, trudno byłoby go wpasować w jakikolwiek pokój.

Znalazł go kiedyś handlarz w magazynie, sam już nie pamiętał, skąd tam się wziął, ale musiał był swoje odleżeć. Właściciel stwierdził, że czas pozbyć się brzydactwa i wystawił Dywan na witrynie pomiędzy innymi, w bardzo atrakcyjnej cenie. Dni jednak mijały, a Dywanu wciąż nikt nie chciał kupić. Nikt nawet o niego nie zapytał, ba, zdawać by się mogło, że klienci robią wszystko, byle by tylko na niego nie spojrzeć.

Po dniach tak mijały miesiące, po miesiącach lata. Asortyment w sklepie ulegał ciągłym zmianom, tylko ten jeden Dywan wciąż tkwił na witrynie. Trafił w sam kąt, gdzie szczególnie nie wadził, ani i nie ściągał na siebie wzroku. Handlarz na powrót zapomniał o jego istnieniu, albo może pogodził się już z jego wieczną obecnością. Nie chciał nawet zadać sobie trudu, aby go po prostu wyrzucić, Dywan swoje ważył.

Aż pewnego roku w sąsiednim kraju wybuchła wojna, co spowodowało na świecie wielką inflację. To oznacza, że wszystkie produkty stały się dwakroć droższe, w związku z czym ludzie przestali kupować to, co nie jest im potrzebne do codziennego przetrwania. Nietrudno się przy tym domyślić, że nikt nie potrzebował nowych dywanów i handlarz, który w międzyczasie stał się starym człowiekiem, zmuszony był zamknąć swój sklep. Droższy asortyment udało mu się odsprzedać po kosztach, tańszy zaś rozdał bliskim, znajomym i znajomym znajomych. Nikt jednak nie chciał przyjąć od niego, nawet za darmo, tego jednego, brzydkiego capciatego Dywanu.

– Dobrze, doczekałeś się. – powiedział stary handlarz zmęczonym głosem. Z trudem zarzucił sobie dywan na ramię i wyniósł go na pobliski śmietnik. Następnie wrócił do domu piastować wnuki, a później tak już właśnie nieciekawie dokonał żywota jako schorowany staruszek.

Tymczasem w pobliżu śmietnika przechadzał się bezdomny biedak. Gdy zobaczył zwinięty w rulon Dywan – bardzo się ucieszył, a jeszcze bardziej, gdy okazało się, że jest on zupełnie nowy! Biedak zataszczył go na swoje miejsce noclegu pod mostem, zjadł biedną kolację i położył się spać. Dzieki temu Dywanowi było mu ciepło i wygodnie jak nigdy.

A kiedy już zasnął – miał ciekawy sen. Przyśniło mu się, że unosi się nad chmurami, jakby leciał samolotem. We śnie jednak nie było samolotu, to po prostu on sam leciał w przestworzach. Podziwiał piękne, złociste słońce i pierzaste chmury pod sobą. Wyobraził sobie nagle, że chętnie odwiedziłby jakieś egzotyczne kraje, co nigdy nie było mu dane, ponieważ był zbyt biedny i miał zbyt małą wyobraźnię. Sen był przy tym tak łaskawy, że biedak gdy tylko pomyślał – zaraz znalazł się w Egipcie, u samego podnóża wielkiej piramidy!

Postawił nogę na piasku i doznał dziwnego uczucia… zupełnie, jakby to, co się dzieje nie było snem. I wiecie, co? I faktycznie. Biedak w swoim za dużym, dziurawym płaszczu stał właśnie, zupełnie naprawdę! W Egipcie u podnuża piramidy. Rozejrzał się szybko wokoło i zobaczył Dywan, który go tutaj ze sobą przyniósł. Życie biedaka zmieniło się teraz zupełnie, ale o tym możnaby opowiedzieć już całkiem inną historię.

I tak właśnie kończy się bajka o brzydkim Dywanie, którego nigdy nikt nie chciał, bo był aż tak brzydki. Wiecie, jaki płynie z niej morał? Dywan oczywiście okazał się zaczarowanym, Latającym Dywanem, jednak odkryć to mógł tylko ktoś, kto nie zwracał uwagi na zewnętrzną urodę. Tylko jemu zechciała ukazać się: ukryta, wewnętrzna magia rzeczy.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

O Pawiu, który nie był z siebie dumny

Zainspirowana: obrazkiem w szablonie na Wordpess'ie. Zdjęcie jest mojego autorstwa :) Jest takie miasteczko, które całe wygląda jak wielki, piękny ogród. W centrum tego miasteczka znajduje się kościół okalany wspaniałą, bujną roślinnością - otaczają go przeróżne gatunki drzew i kwiatów. W każdej porze roku jest tam zielono i pachnąco. Wierni przychodzący na mszę często zostawali na zewnątrz, by rozkoszować się tym pięknem i bogactwem natury. A cieszyć ich oczy mogły również trzy mieszkające tam pawie. Wszystkie one były piękne i majestatyczne, gdy przechadzały się alejkami ogrodu i rozpościerały swoje wspaniałe ogony. Gwoli ścisłości jednak - tylko dwa pawie chadzały alejkami i prezentowały wiernym swoje opalizująco kolorowe pióra. Trzeci z nich zachowywał się jakoś inaczej - przesiadywał całe dnie wysoko na drzewie, a schodził tylko po to, by posilić się ziarnem rzucanym mu przez kościelnego. Dziwny to był paw i w zasadzie mało kto pamiętał o jego istnieniu. Na mszę do kościoła...

O dwóch kamieniach

  Zainspirowana: kamyczkami na drodze, opowiedział Piotr. To będzie bajka o dwóch kamieniach, posłuchajcie. Gdzieś w Albanii, przy drodze asfaltowej leżał sobie mały kamyczek. Co i raz to jakiś przejeżdżający samochód potrącał go i spychał w jakieś inne miejsce. Czasem zdarzyło się, że jakiś pieszy szedł poboczem i kopnął go przed siebie, albo jakieś dziecko wzięło go w rączkę i rzuciło. Czasem kopnął go osiołek, ciągnący wóz cebuli, a czasem bezpański pies. Trwało to już bardzo długo, kamyczek był przepychany bezwładnie z miejsca na miejsce. Myślał sobie z żalem: "Jestem taki mały, że wszyscy mogą mną pomiatać, to straszne, okropnie jest być takim małym kamyczkiem!" Któregoś razu został tak rzucony w okolice wielkiego wiaduktu. Obił się o niego i leżał nieopodal. Zauważył, że ów wiadukt miał fundament zbudowany z wielkich kamieni. Kamyczek był zachwycony! Powiedział do jednego z nich: "Oh! Ależ ty to jesteś wspaniały! Jesteś taki wielki, nikt tobą nie może pomiatać. ...

O Lisach i Borsukach

  Inspirowana: wzorem na dziecięcym beciku. Był sobie kiedyś las, w którym nigdy jeszcze nie pojawił się człowiek. Mieszkały tam różne stworzonka i stworzenia, a wśród nich także Lisy i Borsuki. Zwierzęta te żyły ze sobą w pełnej zgodzie, a nawet w przyjaźni. Kiedy wśród gęstwiny krzyżowały się ich ścieżki – miło się nawzajem pozdrawiały nim ruszyły w dalszą drogę. Pewnego razu jednak zdarzyło się tak, że w lesie zabrakło zajęcy. Zarówno Lisy, jak i Borsuki są oczywiście drapieżnikami i akurat te małe zwierzątka stanowiły dotąd ich przysmak. Jedne i drugie mogły żywić się jeszcze czymś innym, ale najbardziej upodobały sobie zające. Polowały na nie bez przerwy, przy każdej okazji. Te zaś, gdy zorientowały się w sytuacji – zaczęły uciekać z lasu na pobliskie łąki i pola, a nawet jeszcze dalej, by ratować swoje życie i potomstwo. Każdy bowiem przy zdrowych zmysłach chce na tym świecie przede wszystkim jednego – przetrwać. Odkąd w lesie zabrakło zajęcy – skończy...