Uwaga, bajka dobra dla każdego, ale jednak przyczaiło się w niej
jedno brzydkie słowo. Kilka razy. Poziom jego brzydactwa pozostawiam
Tobie do wyboru 🙂
Były sobie mokradła o świcie. Spowijały je gęste, bagienne mgły. Kulka słońca jeszcze nie pojawiła się na niebie, a chmury przybierały piękne pastelowe barwy. Było cicho jak makiem zasiał.
Po bagnach zaś leniwie przechadzał się Bocian. Powoli podnsił na zmianę swoje długie, czerwone nogi, stawiając kolejne kroki w otaczającej go płytkiej wodzie. Nigdzie się nie śpieszył, wręcz przeciwnie, korzystał z miłej, porannej ciszy. Rozkoszował się po prostu błogością chwili obecnej.
Aż nagle zobaczył Żabę. Siedziała na liściu i patrzyła na niego nieruchomymi żabimi oczami. “Hmm… – pomyślał sobie – może i chętnie bym właśnie coś zjadł…”, po czym ruszył nieśpiesznie w jej stronę, udając, że niby nic, ale jego ruchy wyglądały już zupełnie inaczej niż przedtem, bo przecież czaił się na swoją ofiarę. Gdy właśnie otworzył dziób i dał nura, by pochwycić Żabę – ona uskoczyła w bok, a Bocian zarył dziobem w błoto. Otrząsnął się i spojrzał na Żabę z niedowierzaniem.
– Co jest? – zapytał ze złością, nie wiadomo kogo.
– Sp…aj! – odpowiedziała mu Żaba bez chwili wahania, na co Bocian jeszcze bardziej się zezłościł.
– Że co?! – wykrzyknął i zaatakował ponownie, lecz i tym razem Żaba uskoczyła w bok, a on zarył w błoto.
– Sp…aj! – powiedziała Żaba, odwróciwszy się w stronę Bociana.
– No tego za wiele! – ten zaś był już naprawdę porządnie wściekły. Znowu uderzył i znowu nie trafił.
– Sp…aj! – sytuacja powtórzyła się jeszcze parokrotnie, za każdym razem Żaba uskakiwała w bok i odganiała Bociana, a Bocian celował w nią ponownie i znowu wpadał dziobem w muł.
W końcu ptak był już bardzo zmęczony tą szaleńczą gonitwą i cały w błocie. Wściekłość ustąpiła rezygnacji, zdyszał się porządnie, ale na Żabie cała ta sytuacja nie zrobiła żadnego wrażenia. Nadal wpatrywała się w niego tak samo nieruchomym, tak samo żabim wzrokiem, pełnym spokoju i opanowania.
– No co jest? – spytał Bocian ponownie, nie wiadomo kogo, tym razem jednak naprawdę chciałby poznać odpowiedź.
– Tyle razy ci już mówię “sp…aj!”, to mnie nie słuchasz. – odezwała się Żaba tonem pełnym morału. – Po prostu sp…aj i tyle. Nic tu po tobie.
– Ale dlaczego? – Bocian w ostatnim akcie rozpaczy i w wielkim zmęczeniu nie mógł jeszcze tak po prostu się poddać. Żaba przez dłuższą chwilę milczała, a zaraz jakby zlitowała się nad Bocianem i rzekła:
– Idź tam, tam jest pełno głupich żab.
Bocian nic już nie rozumiał, ale opadał już z sił. Nie przywykł przecież do takich szaleńczych polowań. Zupełnie skołowany zaczął żałować, że w ogóle pokusił się na ten kąsek. A trwał przecież taki piękny, spokojny i cichy poranek…
W końcu dał sobie spokój z tą dziwną Żabą, przeszedł kawałek dalej i zjadł pod rząd dwie inne żaby, które zdecydowanie były mniej sprytne. Za chwilę już całkiem zapomniał o całym tym dziwnym zdarzeniu i najedzony znowu kontemplował piękno poranka, gdy tym razem słońce już wznosiło się w całości tuż ponad horyzontem.
O co chodziło z tą Żabą? Właściwie, to trudno powiedzieć. Może była po prostu zaklętym księciem z jakiejś zupełnie innej bajki, który czekał na pocałunek księżniczki i w ten sposób ocalił swoje życie? Tego chyba nigdy się na pewno nie dowiemy, bo Żaba, jak widać nie była zbyt rozmowna. Czasami tak to już po prostu w życiu jest.

Komentarze
Prześlij komentarz