Przejdź do głównej zawartości

Posty

O konewce, która spełniała marzenia

  Zainspirowana:  jednym ze starych zdjęć. W parku na ławce przysiadła ze zmęczenia bardzo stara kobieta. Podeszła do niej dziewczynka, która właśnie wracała ze szkoły i podała jej butelkę wody. Staruszka, która była naprawdę ogromnie zmęczona, przyjęła prezent, a w zamian zaproponowała dziewczynce, że coś jej opowie. Mała chętnie usiadła obok, gotowa, by słuchać. - Zdarzyło się kiedyś tak - zaczęła kobieta - że zamieszkałam w domu z wielkim, pięknym ogrodem. Było tam mnóstwo kwiatów, krzewów ozdobnych i drzew owocowych. Było też oczywiście mnóstwo narzędzi do pielęgnacji tego wszystkiego. Dbałam o ogród najlepiej jak tylko potrafiłam. I pewnego razu odkryłam miejsce, w którym jakoś wcześniej nigdy nie byłam. Był to niewielki zakątek, w którym stała konewka. Taka prawie nowa, jakby prawie nieużywana. Ale zawsze, gdy do niej zajrzałam - była do połowy pełna wody. Zawsze. Szybko się też zorientowałam, że za każdym razem, gdy zajrzałam do konewki - spełniało się jakieś moje ma...
Najnowsze posty

O dwóch kamieniach

  Zainspirowana: kamyczkami na drodze, opowiedział Piotr. To będzie bajka o dwóch kamieniach, posłuchajcie. Gdzieś w Albanii, przy drodze asfaltowej leżał sobie mały kamyczek. Co i raz to jakiś przejeżdżający samochód potrącał go i spychał w jakieś inne miejsce. Czasem zdarzyło się, że jakiś pieszy szedł poboczem i kopnął go przed siebie, albo jakieś dziecko wzięło go w rączkę i rzuciło. Czasem kopnął go osiołek, ciągnący wóz cebuli, a czasem bezpański pies. Trwało to już bardzo długo, kamyczek był przepychany bezwładnie z miejsca na miejsce. Myślał sobie z żalem: "Jestem taki mały, że wszyscy mogą mną pomiatać, to straszne, okropnie jest być takim małym kamyczkiem!" Któregoś razu został tak rzucony w okolice wielkiego wiaduktu. Obił się o niego i leżał nieopodal. Zauważył, że ów wiadukt miał fundament zbudowany z wielkich kamieni. Kamyczek był zachwycony! Powiedział do jednego z nich: "Oh! Ależ ty to jesteś wspaniały! Jesteś taki wielki, nikt tobą nie może pomiatać. ...

O trzech podróżach duszy

  Zainspirowana: piosenką. Była sobie dusza. Pewnego razu narodziła się na świecie jako mała dziewczynka. Dorastała i dorastała aż stała się młodą, piękną dziewczyną. Od samego początku bardzo pragnęła szczęścia. Wyruszyła więc w podróż, aby go szukać. Przemierzyła szczęśliwie wiele, wiele kilometrów, trwało to wiele, wiele szczęśliwych lat. Spotykała na swojej drodze wielu, wielu ludzi, którzy ją uszczęśliwiali i doświadczyła szczęśliwie wielu, wielu przygód. W między czasie dosięgła ją starość. Zamieszkała w domu na wsi, z dala od wszystkich i od wszystkiego i zdała sobie sprawę z tego, że wszystko, co nazywała szczęściem - minęło. Pewnego razu, gdy była już znużona życiem, zbierała śliwki z dzikiego drzewa nad rzeką. Siadła na jej brzegu i zanuciła piosenkę prosto z serca: A rzeka płynie, płynie i ginie A rzeka płynie, by wrócić do mórz Matko, nieś mnie, twym dzieckiem jestem Matko, nieś mnie, z powrotem do mórz I matka rzeka wysłuchała tej prośby. Dusza, która pozn...

O starej Białej Damie

  Zainspirowana: starym zdjęciem z własnej kolekcji Był sobie stary dwór. Naprawdę piękny! Tylko mocno zaniedbany. Jedną połowę kiedyś wyremontowano i przeznaczono na wynajem, druga zaś stała pokryta grubą warstwą kurzu. I w tej drugiej właśnie mieszkała pewna stara Biała Dama. Była zjawą, więc nieszczególnie lubiła światło słońca, zdecydowanie wolała mrok i delikatną księżycową poświatę. We dnie spała w wielkiej drewnianej szafie, nocami zaś przechadzała się po starej części dworu, albo przesiadywała na dębowym krześle podobnym do tronu i melancholijnie wpatrywała się w ciemność za oknem. Nic więcej właściwie nie było jej potrzebne, no może poza jedną, jedyną kwestią... ale tego przecież i tak nie mogła mieć. Pewnego dnia życie Białej Damy przestało być tak błogie i spokojne jak dotychczas. Do odnowionej części dworu wprowadziła się rodzina z dzieckiem. Synek miał na imię Bolesław i był niezwykle żywiołowym chłopcem. Wszędzie go było pełno! Już pierwszego dnia obiegł cały dwór w...

O Mamie Kwoce i kolorowych kurczakach, cz. 2

                      Odkąd Mama Kwoka i jej kolorowe kurczęta zaprzyjaźniły się z rodziną mamy indyczki - ich los znacznie się poprawił, było już prawie dobrze. Prawie dobrze, bo dzieci dorastały, stawały się młodziakami i zaczęły zadawać trudne pytania: - A kim my właściwie jesteśmy, mamo? - zapytały któregoś razu. - Inne kurczaki nas nie chciały, rady gęsi i perliczki w ogóle do nas nie pasowały, ale dobrze się odnajdujemy w zagrodzie indyków. Jesteśmy takie kolorowe, a przecież nie jesteśmy indykami. To kim my jesteśmy? Mama Kwoka zupełnie nie była przygotowana na takie rozmowy, chciała właśnie pójść na podwórko, pogrzebać w jakichś kamyczkach, zjeść robaczka, pogdakać sobie spokonie... a tu masz ci los! Problemy egzystencjalne młodziaków! Odpowiedziała nerwowo, że nie jest to moment na takie pytania, bo ma dużo pracy, ale przez kilka dni młode kurczaki nie dawały za wygraną, więc Mama Kwoka postanowiła znowu ratowa...

O Mamie Kwoce i Kolorowych Kurczakach, cz. 1

  Zainspirowana: matą dla niemowląt. Było sobie pewne gospodarstwo, na którym mieszkało wiele różnych zwierząt. Między innymi żyła tam rónież pewna Kwoka, która niedawno zniosła jajka, a z nich wykluły się pisklęta. Mama Kwoka złapała się skrzydłami za głowę, kiedy je zobaczyła. Były takie kolorowe! Jedno zielone, drugie czerwone, a trzecie znowuż - niebieskie. Niestety pozostałym, żółciutkim kuczątkom niespodobali się tacy wielobarwni koledzy i zaczęły im bardzo dokuczać. Podkubywały im ich kolorowe piórka, wyrywały i przykładały sobie do skrzydełek, śmiejąc się w najlepsze. Mamie Kwoce serce się krajało, gdy widziała krzywdę swych dzieci, ponieważ jednak nie wiedziała, co zrobić - poszła poradzić się gęsi. Jej młodych nikt nigdy nie zaczepiał. Zapytała więc mamę gęś: - Moje małe kurczątka tak cierpią, ciągle ktoś im dokucza, poradź mi, proszę, co mam z tym zrobić, żebyśmy mieli wreszcie spokój? - Dokuczają im? - odrzekła mama gęś. - Po rostu jesteś za słaba. Mnie i moim dzi...

O Różowej Lamie z Teksasu

  Zainspirowana: wzorem na pudełku chusteczek. Było sobie ranczo w Teksasie. Farmer hodował tam piękne białe Lamy. Ich futerko było mięciutkie w dotyku i nieskazitelnie białe! Wydawać by się mogło, że nic piękniejszego już nie mogło spotkać człowieka... aż tu nagle! Pewnego razu na tym ranczu urodziła się malutka Lama, która była całkowicie różowa. Od raciczek aż po uszka - w różnych odcieniach różu. Wszystkie dzieci w okolicy wprost oszalały z zachwytu! Dzieci farmera oczywiście były przeszczęśliwe, wszyscy z okolicy przychodzili do nich zobaczyć różową Lamę i móc się z nią pobawić. Była sławna wśród ludzi z całej okolicy. Tylko, że to wcale nie czyniło jej szczęśliwą, bo była zupełnie nielubiana i nieakceptowana przez inne lamy. Młodziaki nawet dokuczały jej, podszczypywały, gdy żaden człowiek nie patrzył. Tylko mama ją bardzo kochała, ale mamy wkrótce zabrakło, bo farmer co jakiś czas jeździł na targ i sprzedawał swoje lamy, z tego się utrzymywał. Gdy tylko Różowa Lama przesta...