Zainspirowana: wzorem na pieluszce tetrowej.
Kiedy popatrzysz nocą prosto w niebo i będziesz mieć trochę
szczęścia – ujrzysz gromadkę wesołych, migających gwiazdek. Są rozsiane
po całym niebie, od horyzontu po horyzont. Dopiero gdy nasze Słońce
ustąpi im miejsca – mogą wystąpić na nieboskłonie i pokazać się nam, ale
tak naprawdę, to żyją cały czas tam gdzieś hen, hen w niekończących się
przestworzach Wszechświata.
Gwiazdki rodzą się i umierają, a póki żyją – są to istoty wesołe, skoro
do zabaw i psot. Co milion lat każda Gwiazdka obchodzi swoje urodziny,
pod czas których wyprawia przyjęcie dla innych migotliwych koleżanek.
Jest wtedy tort i kolorowe czapeczki i serpentyny, tak jak na każdych
urodzinach powinno być, jeśli tylko ktoś ma na to ochotę. Zastanawiasz
się pewnie, dlaczego nigdy nie widziałeś, albo nie widziałaś takiego
przyjęcia? No cóż, Gwiazdki są przecież od nas bardzo, bardzo daleko…
Za każdym razem, gdy jakaś Gwiazdka obchodziła swoje urodziny –
zapraszała na nie wielki, majestatyczny Księżyc. Ale on zawsze tyko
gderał i naburmuszął się, wołając markotnie, że nie cierpi żadnych
urodzin. “To wszystko jest takie durne! – krzyczał Księżyc – Zupełna
beznadzieja, kompetna żenada, won mi z tymi waszymi urodzinami!”
Gwiazdkom robiło się wtedy przykro, a nawet złościły się na niego, jak
może tak mówić? Przecież to dla Gwiazdki taki ważny dzień! Nie chciały,
aby Księżyc poczuł się pominięty, więc zapraszały go zawsze, ale zawsze
kończyło się to dokładnie w ten sam sposób.
Któregoś razu jedna mała Gwiazdka miała właśnie obchodzić swoje
pierwsze urodziny po milionie lat życia, zaprosiła Księżyc na swoje
przyjęcie, a on tak właśnie jej nawymyślał i została jeszcze bardziej
smutna niż dotąd wszystkie inne Gwiazdki przed nią. Nie mogła się
nadziwić i zachowdziła w głowę – dlaczego ten Księżyc taki jest? “Jak to
możliwe? – myślała zatroskana – Jak można nie lubić tak wspaniałego
czasu jak swoje urodziny?” i wtedy mała Gwiazdka doznała olśnienia. To
taki stan, kiedy nagle wszystko staje się jasne. Popędziła do swoich
koleżanek i zapytała z wielkim przejęciem: “A kiedy to urodziny ma
Księżyc?”, na co odpowiedziała jej pełna zdziwienia cisza. Żadna z
Gwiazdek nie miała pojęcia, gdy zaś poradziły się jednej z najstarszych
Gwiazd w tej części Wszechświata, dowiedziały się, że Księżyc nawet sam
tego nie wie. “To musi być straszne – pomyślała wtedy mała Gwiazdka i
rozpłakała się – nie mieć zupełnie swoich urodzin!” Inne Gwiazdki
przyznały jej rację i też zrobiło im się przykro.
Po tym zdarzeniu mała Gwiazdka postanowiła, że tuż przed swoimi
urodzinami zorganizuje przyjęcie – niespodziankę dla Księżyca i w ten
sposób nada mu dzień urodzin. Nie wyobrażała sobie, aby nadal miał ich
po prostu nie mieć i dąsać się na wszystkich innych, którzy mają. Niech
też ma! Gdy Księżyc zobaczył wokół siebie stadko Gwiazdek w
kolorowych czapeczkach i serpentynach – z początku był badzo zły, bo
przecież jasno powiedział, że się nie wybiera na żadne urodziny, zaraz
jednak wystąpiła mała Gwiazdka, z wielkim, okrągłym tortem i
powiedziała: “Ale Księżycu, spójrz, przecież to są Twoje urodziny!”
Księżyc zaś w pierwszym odruchu zupełnie nie wiedział, co powiedzieć, w
kolejnym zaś zakręciła mu njj się łezka w oku i odpowiedział tylko to
jedno, co było do odpowiedzenia: “Dziękuję.” Jego łezka zaś spadła
srebrzyście na Ziemię, a jej blask na krótki moment rozpromienił
wszystkich smutnych ludzi na całej planecie, taka była ogromna moc jego
wdzięczności.
Od tej pory Księżyc już nie unikał żadnych urodzin, ba! Nawet sam
bawił się na nich niejednokrotnie lepiej niż wszystkie Gwiazdki razem
wzięte. A mała Gwiazdka pozostała jego dozgonną najserdeczniejszą
przyjaciółką.

Komentarze
Prześlij komentarz