Przejdź do głównej zawartości

O trzech podróżach duszy

 


Zainspirowana: piosenką.

Była sobie dusza. Pewnego razu narodziła się na świecie jako mała dziewczynka. Dorastała i dorastała aż stała się młodą, piękną dziewczyną. Od samego początku bardzo pragnęła szczęścia. Wyruszyła więc w podróż, aby go szukać. Przemierzyła szczęśliwie wiele, wiele kilometrów, trwało to wiele, wiele szczęśliwych lat. Spotykała na swojej drodze wielu, wielu ludzi, którzy ją uszczęśliwiali i doświadczyła szczęśliwie wielu, wielu przygód.

W między czasie dosięgła ją starość. Zamieszkała w domu na wsi, z dala od wszystkich i od wszystkiego i zdała sobie sprawę z tego, że wszystko, co nazywała szczęściem - minęło. Pewnego razu, gdy była już znużona życiem, zbierała śliwki z dzikiego drzewa nad rzeką. Siadła na jej brzegu i zanuciła piosenkę prosto z serca:


A rzeka płynie, płynie i ginie

A rzeka płynie, by wrócić do mórz

Matko, nieś mnie, twym dzieckiem jestem

Matko, nieś mnie, z powrotem do mórz


I matka rzeka wysłuchała tej prośby. Dusza, która poznała szczęście, ale doświadczyła jego nietrwałości na tym świecie - z własnego pragnienia wróciła tam, skąd przyszła.


Innym razem dusza narodziła się jako mała, włochata ćma. Latała sobie to tu to tam, gdzie chciała. Od samego początku bardzo pragnęła wolności. Mogła zwiedzać wszystkie zakamarki, jakie tylko były w jej zasięgu, jednak nigdy nie mogła polecieć jeszcze choćby kawałek dalej, ograniczona przez swoją formę. Instynkt przykuwał ją do postawowych czynności - głównie poszukiwała jedzenia, albo bezpiecznej kryjówki.

Któregoś dnia trafiła w okolicę ludzkiego domu i tam zupełnie straciła swoją wolność - coś kazało jej trzepotać skrzydełkami w rozświetlone okno. Nie mogła tego powstrzymać, a po chwili już opadała z sił. Dopiero gdy ludzie zgasil światło, mogła z wyczerpania opaść na parapet okna. Był to tak wielki wysiłek, że jej życie właśnie dobiegało końca. Spojrzała wtedy na wielki, majestatyczny księżyc i zanuciła piosenkę prosto z serca:


A księżyc płynie, płynie i ginie

Księżyc płynie, by wolnym być

Siostro, strzeż mnie, twym dzieckiem jestem,

Siostro, strzeż mnie i wolność daj


I księżycowa siostra wysłuchała tej prośby. Dusza, która w swoim ciele zupełnie straciła wolność - opuściła ciało i ponownie stało przed nią tyle możliwości.


A kolejnym razem dusza narodziła się jako trawa. Od początku pragnęła zaznać wielkiej siły. Zapuściła mocne korzenie i rozrosła się na bardzo dużym obszarze. Człowiek kosił ją regularnie, chodziły po niej zwierzęta, siekły ją ulewne deszcze, a ona trwała i trwała przez wiele setek lat.

Aż przyszła kiedyś zmiana klimatu i zrobiło się w tej części świata niezwykle gorąco. Temperatura zaczęła sięgać ponad czterdziestu stopni w dzień, a nocami spadać poniżej zera. Cały obszar powoli zmieniał się w pustynie, a trawa zupełnie nic nie mogła na to poradzić, bo była po prostu trawą.

Czuła na swoich wysychających liściach niesłabnącą potęgę słońca. Zwróciła się w jego stronę z pokorą i zaśpiewała piosenkę prosto z serca:


A słońce płynie, płynie i ginie

A słońce płynie, by silnym być

Ojcze, prowadź mnie, twym dzieckiem jestem

Ojcze, prowadź mnie i siłę daj


I słoneczny ojciec wysłuchał tej prośby. Dusza, która doświadczyła wielkiej siły, ale też poznała boleśnie jej ograniczenia - porzuciła ziemskie słabości.


Na koniec zaś dusza przypomniała sobie siebie jako staruszkę, która nad rzeką zbierała śliwki i nic już więcej nie musiało się dziać. Zanuciła tylko ponownie tę piosenkę, prosto z serca:


A rzeka płynie, płynie i ginie

A rzeka płynie, by wrócić do mórz

Matko, nieś mnie, twym dzieckiem jestem

Matko, nieś mnie, z powrotem do mórz



Komentarze

Popularne posty z tego bloga

O Pawiu, który nie był z siebie dumny

Zainspirowana: obrazkiem w szablonie na Wordpess'ie. Zdjęcie jest mojego autorstwa :) Jest takie miasteczko, które całe wygląda jak wielki, piękny ogród. W centrum tego miasteczka znajduje się kościół okalany wspaniałą, bujną roślinnością - otaczają go przeróżne gatunki drzew i kwiatów. W każdej porze roku jest tam zielono i pachnąco. Wierni przychodzący na mszę często zostawali na zewnątrz, by rozkoszować się tym pięknem i bogactwem natury. A cieszyć ich oczy mogły również trzy mieszkające tam pawie. Wszystkie one były piękne i majestatyczne, gdy przechadzały się alejkami ogrodu i rozpościerały swoje wspaniałe ogony. Gwoli ścisłości jednak - tylko dwa pawie chadzały alejkami i prezentowały wiernym swoje opalizująco kolorowe pióra. Trzeci z nich zachowywał się jakoś inaczej - przesiadywał całe dnie wysoko na drzewie, a schodził tylko po to, by posilić się ziarnem rzucanym mu przez kościelnego. Dziwny to był paw i w zasadzie mało kto pamiętał o jego istnieniu. Na mszę do kościoła...

O dwóch kamieniach

  Zainspirowana: kamyczkami na drodze, opowiedział Piotr. To będzie bajka o dwóch kamieniach, posłuchajcie. Gdzieś w Albanii, przy drodze asfaltowej leżał sobie mały kamyczek. Co i raz to jakiś przejeżdżający samochód potrącał go i spychał w jakieś inne miejsce. Czasem zdarzyło się, że jakiś pieszy szedł poboczem i kopnął go przed siebie, albo jakieś dziecko wzięło go w rączkę i rzuciło. Czasem kopnął go osiołek, ciągnący wóz cebuli, a czasem bezpański pies. Trwało to już bardzo długo, kamyczek był przepychany bezwładnie z miejsca na miejsce. Myślał sobie z żalem: "Jestem taki mały, że wszyscy mogą mną pomiatać, to straszne, okropnie jest być takim małym kamyczkiem!" Któregoś razu został tak rzucony w okolice wielkiego wiaduktu. Obił się o niego i leżał nieopodal. Zauważył, że ów wiadukt miał fundament zbudowany z wielkich kamieni. Kamyczek był zachwycony! Powiedział do jednego z nich: "Oh! Ależ ty to jesteś wspaniały! Jesteś taki wielki, nikt tobą nie może pomiatać. ...

O Lisach i Borsukach

  Inspirowana: wzorem na dziecięcym beciku. Był sobie kiedyś las, w którym nigdy jeszcze nie pojawił się człowiek. Mieszkały tam różne stworzonka i stworzenia, a wśród nich także Lisy i Borsuki. Zwierzęta te żyły ze sobą w pełnej zgodzie, a nawet w przyjaźni. Kiedy wśród gęstwiny krzyżowały się ich ścieżki – miło się nawzajem pozdrawiały nim ruszyły w dalszą drogę. Pewnego razu jednak zdarzyło się tak, że w lesie zabrakło zajęcy. Zarówno Lisy, jak i Borsuki są oczywiście drapieżnikami i akurat te małe zwierzątka stanowiły dotąd ich przysmak. Jedne i drugie mogły żywić się jeszcze czymś innym, ale najbardziej upodobały sobie zające. Polowały na nie bez przerwy, przy każdej okazji. Te zaś, gdy zorientowały się w sytuacji – zaczęły uciekać z lasu na pobliskie łąki i pola, a nawet jeszcze dalej, by ratować swoje życie i potomstwo. Każdy bowiem przy zdrowych zmysłach chce na tym świecie przede wszystkim jednego – przetrwać. Odkąd w lesie zabrakło zajęcy – skończy...