Zainspirowana: piosenką.
Była sobie dusza. Pewnego razu narodziła się na świecie jako mała dziewczynka. Dorastała i dorastała aż stała się młodą, piękną dziewczyną. Od samego początku bardzo pragnęła szczęścia. Wyruszyła więc w podróż, aby go szukać. Przemierzyła szczęśliwie wiele, wiele kilometrów, trwało to wiele, wiele szczęśliwych lat. Spotykała na swojej drodze wielu, wielu ludzi, którzy ją uszczęśliwiali i doświadczyła szczęśliwie wielu, wielu przygód.
W między czasie dosięgła ją starość. Zamieszkała w domu na wsi, z dala od wszystkich i od wszystkiego i zdała sobie sprawę z tego, że wszystko, co nazywała szczęściem - minęło. Pewnego razu, gdy była już znużona życiem, zbierała śliwki z dzikiego drzewa nad rzeką. Siadła na jej brzegu i zanuciła piosenkę prosto z serca:
A rzeka płynie, płynie i ginie
A rzeka płynie, by wrócić do mórz
Matko, nieś mnie, twym dzieckiem jestem
Matko, nieś mnie, z powrotem do mórz
I matka rzeka wysłuchała tej prośby. Dusza, która poznała szczęście, ale doświadczyła jego nietrwałości na tym świecie - z własnego pragnienia wróciła tam, skąd przyszła.
Innym razem dusza narodziła się jako mała, włochata ćma. Latała sobie to tu to tam, gdzie chciała. Od samego początku bardzo pragnęła wolności. Mogła zwiedzać wszystkie zakamarki, jakie tylko były w jej zasięgu, jednak nigdy nie mogła polecieć jeszcze choćby kawałek dalej, ograniczona przez swoją formę. Instynkt przykuwał ją do postawowych czynności - głównie poszukiwała jedzenia, albo bezpiecznej kryjówki.
Któregoś dnia trafiła w okolicę ludzkiego domu i tam zupełnie straciła swoją wolność - coś kazało jej trzepotać skrzydełkami w rozświetlone okno. Nie mogła tego powstrzymać, a po chwili już opadała z sił. Dopiero gdy ludzie zgasil światło, mogła z wyczerpania opaść na parapet okna. Był to tak wielki wysiłek, że jej życie właśnie dobiegało końca. Spojrzała wtedy na wielki, majestatyczny księżyc i zanuciła piosenkę prosto z serca:
A księżyc płynie, płynie i ginie
Księżyc płynie, by wolnym być
Siostro, strzeż mnie, twym dzieckiem jestem,
Siostro, strzeż mnie i wolność daj
I księżycowa siostra wysłuchała tej prośby. Dusza, która w swoim ciele zupełnie straciła wolność - opuściła ciało i ponownie stało przed nią tyle możliwości.
A kolejnym razem dusza narodziła się jako trawa. Od początku pragnęła zaznać wielkiej siły. Zapuściła mocne korzenie i rozrosła się na bardzo dużym obszarze. Człowiek kosił ją regularnie, chodziły po niej zwierzęta, siekły ją ulewne deszcze, a ona trwała i trwała przez wiele setek lat.
Aż przyszła kiedyś zmiana klimatu i zrobiło się w tej części świata niezwykle gorąco. Temperatura zaczęła sięgać ponad czterdziestu stopni w dzień, a nocami spadać poniżej zera. Cały obszar powoli zmieniał się w pustynie, a trawa zupełnie nic nie mogła na to poradzić, bo była po prostu trawą.
Czuła na swoich wysychających liściach niesłabnącą potęgę słońca. Zwróciła się w jego stronę z pokorą i zaśpiewała piosenkę prosto z serca:
A słońce płynie, płynie i ginie
A słońce płynie, by silnym być
Ojcze, prowadź mnie, twym dzieckiem jestem
Ojcze, prowadź mnie i siłę daj
I słoneczny ojciec wysłuchał tej prośby. Dusza, która doświadczyła wielkiej siły, ale też poznała boleśnie jej ograniczenia - porzuciła ziemskie słabości.
Na koniec zaś dusza przypomniała sobie siebie jako staruszkę, która nad rzeką zbierała śliwki i nic już więcej nie musiało się dziać. Zanuciła tylko ponownie tę piosenkę, prosto z serca:
A rzeka płynie, płynie i ginie
A rzeka płynie, by wrócić do mórz
Matko, nieś mnie, twym dzieckiem jestem
Matko, nieś mnie, z powrotem do mórz

Komentarze
Prześlij komentarz