Przejdź do głównej zawartości

O konewce, która spełniała marzenia

 

Zainspirowana: jednym ze starych zdjęć.

W parku na ławce przysiadła ze zmęczenia bardzo stara kobieta. Podeszła do niej dziewczynka, która właśnie wracała ze szkoły i podała jej butelkę wody. Staruszka, która była naprawdę ogromnie zmęczona, przyjęła prezent, a w zamian zaproponowała dziewczynce, że coś jej opowie. Mała chętnie usiadła obok, gotowa, by słuchać.

- Zdarzyło się kiedyś tak - zaczęła kobieta - że zamieszkałam w domu z wielkim, pięknym ogrodem. Było tam mnóstwo kwiatów, krzewów ozdobnych i drzew owocowych. Było też oczywiście mnóstwo narzędzi do pielęgnacji tego wszystkiego. Dbałam o ogród najlepiej jak tylko potrafiłam.

I pewnego razu odkryłam miejsce, w którym jakoś wcześniej nigdy nie byłam. Był to niewielki zakątek, w którym stała konewka. Taka prawie nowa, jakby prawie nieużywana. Ale zawsze, gdy do niej zajrzałam - była do połowy pełna wody. Zawsze. Szybko się też zorientowałam, że za każdym razem, gdy zajrzałam do konewki - spełniało się jakieś moje marzenie.

Najpierw mój ogród zakwitł niesamowicie i obrodził owocami, że wszyscy wkoło byli zachwyceni. Przychodzili i odwiedzali mnie, by podziwiać tę wspaniałą przyrodę.

Potem poznałam mojego przyszłego męża, który też był zachwycony ogrodem. W kolejnych latach urodziło nam się troje dzieci. Później Otrzymaliśmy w prezencie psa labradora i perskiego kota. Każde kolejne zdarzenie - zaraz po tym jak zajrzałam do tej konewki.

Byłam taka szczęśliwa, nie musiałam praktycznie wcale się starać, a otaczali mnie kochający ludzie - tego właśnie zawsze pragnęłam. Wkrótce jednak los się miał odmienić.

Jako pierwszy odkrył konewkę mój najmłodszy syn. Marzyło mu się zostać podróżnikiem. Starszemu marzyła się sława i został znanym rockmanem, a najstarsza córka, jak się okazało, zawsze skrycie marzyła o zarządzaniu wielką firmą. Tak też się stało. Ani się obejrzałam, a żadnego z nich już nie było w domu.

Na koniec mąż również skusił się na tę magię i zajrzał do konewki. Powiedziało mu o niej któreś z dzieci, ja nigdy bym tego nie zrobiła. Byłam bardzo zazdrosna, że odkryli mój sekret, nic jednak nie mogłam na to poradzić. Co miałam zrobić? Zabronić im spełniania swoich marzeń?

Mąż bardzo szybko wszedł w posiadanie pięknej łodzi i spędzał na niej większą część roku. Z pczątku zapraszał mnie i chciał, abym dzieliła z nim jego pasję, ale ja byłam zbyt zagniewana. Czułam jedynie, że po kolei wszyscy mnie opuszczają, że nic dla nich nie znaczę i stawałam się coraz bardziej zgorzkniała.

Wszystko posypało się ostatecznie, kiedy mąż poznał nową kobietę, miłośniczkę żeglarstwa i rozstaliśmy się. Zostałam sama w moim pięknym domu i ogrodzie. Dawno już nie zaglądałam do magicznej konewki, dała mi przecież wszystko, o czym tylko mogłam zamarzyć, a teraz to wszystko odeszło ode mnie. Poszłam tam w końcu, do tego zakątka i wykopałam konewkę z całej siły. Woda wylała się, konewka przewróciła się i leżała w trawie. Może dalej tam leży, nie wiem.

W tym samym roku sprzedałam dom i ogród i przeprowadziłam się tutaj do małego mieszkania. Wciąż mieszkam sama, dzieci odwiedzają mnie na święta i nie mogą mi darować, że pozbyłam się tego wsztkiego, a zwłaszcza tej okropnej konewki. Mieli jeszcze tyle pomysłów na swoje marzenia... ale przecież to była moja konewka! Moja!


Staruszka zamyśliła się na chwilę, po czym wzięła łyka wody z butelki. Dziewczynka wciąż siedziała obok i patrzyła na nią uważnie.

- Mogę ci coś poradzić, dziecko? - zapytała kobieta spokojnie, a dziewczynka zdecydowanie pokiwała głową. - Nie ma co marzyć o innych ludziach, bo każdy człowiek ma swoje własne marzenia. Twoje niech będą tylko o tobie.

Komentarze