Zainspirowana: kamyczkami na drodze, opowiedział Piotr.
To będzie bajka o dwóch kamieniach, posłuchajcie.
Gdzieś w Albanii, przy drodze asfaltowej leżał sobie mały kamyczek. Co i raz to jakiś przejeżdżający samochód potrącał go i spychał w jakieś inne miejsce. Czasem zdarzyło się, że jakiś pieszy szedł poboczem i kopnął go przed siebie, albo jakieś dziecko wzięło go w rączkę i rzuciło. Czasem kopnął go osiołek, ciągnący wóz cebuli, a czasem bezpański pies. Trwało to już bardzo długo, kamyczek był przepychany bezwładnie z miejsca na miejsce. Myślał sobie z żalem: "Jestem taki mały, że wszyscy mogą mną pomiatać, to straszne, okropnie jest być takim małym kamyczkiem!"
Któregoś razu został tak rzucony w okolice wielkiego wiaduktu. Obił się o niego i leżał nieopodal. Zauważył, że ów wiadukt miał fundament zbudowany z wielkich kamieni. Kamyczek był zachwycony! Powiedział do jednego z nich: "Oh! Ależ ty to jesteś wspaniały! Jesteś taki wielki, nikt tobą nie może pomiatać. To musi być takie wspaniałe, żeby być takim wielkim kamieniem!"
Na to wielki kamień mruknął z niezadowoleniem, a trochę znudzony i odrzekł: "Ta, wspaniale... Wmurowali mnie tu raz na zawsze w jedno miejsce i co mi z tego przyszło? Nigdzie nie mogę się ruszyć, jestem uwięziony. Też mi wspaniałe życie..."
I na tym kończy się bajka o dwóch kamieniach.

Komentarze
Prześlij komentarz