Zainspirowana: starym zdjęciem z własnej kolekcji
Był sobie stary dwór. Naprawdę piękny! Tylko mocno zaniedbany. Jedną połowę kiedyś wyremontowano i przeznaczono na wynajem, druga zaś stała pokryta grubą warstwą kurzu. I w tej drugiej właśnie mieszkała pewna stara Biała Dama.
Była zjawą, więc nieszczególnie lubiła światło słońca, zdecydowanie wolała mrok i delikatną księżycową poświatę. We dnie spała w wielkiej drewnianej szafie, nocami zaś przechadzała się po starej części dworu, albo przesiadywała na dębowym krześle podobnym do tronu i melancholijnie wpatrywała się w ciemność za oknem. Nic więcej właściwie nie było jej potrzebne, no może poza jedną, jedyną kwestią... ale tego przecież i tak nie mogła mieć.
Pewnego dnia życie Białej Damy przestało być tak błogie i spokojne jak dotychczas. Do odnowionej części dworu wprowadziła się rodzina z dzieckiem. Synek miał na imię Bolesław i był niezwykle żywiołowym chłopcem. Wszędzie go było pełno! Już pierwszego dnia obiegł cały dwór wkoło, zaglądając w różne zakamarki. Zruszył kurz, przebiegając przez ulubiony pokój Białej Damy i zaczął okropnie kichać! Kichnął chyba osiem razy i to bardzo głośno! Biała Dama aż podskoczyła w swojej szafie i obudziła się, przerażona. Kiedy odważyła się wylecieć ze swojej kryjówki - chłopca już nie było, a wszędzie wokół wirowały drobinki kurzu.
Po kilku dniach Biała Dama miała tego już serdecznie dość. Próbowała wygonić intruzów - poleciała do kuchni porozbijać wszystkie talerze, niestety jednak jej dłonie przelatywały przez nie na wskroś. Nie miała mocy. Przechodziła przez ludzi, jakby ich nie było. Mama tylko raz skomentowała, że jej zimno, na co Bolek odpowiedział bystro i bez zawahania: "bo duch przez ciebie przeszedł".
Życie starej Białej Damy stało się niezwykle smutne. Aż pewnego wieczora, gdy siedziała na swoim ulubionym krześle i wspominała stare dobre czasy, przyszedł do niej Bolek, ubrany w piżamę.
- Co tak siedzisz, duchu? - zapytał śmiało i z prawdziwą ciekawością.
Biała Dama odwróciła się do niego zdziwiona.
- Byłam pewna, że nikt mnie nie widzi. - powiedziała.
- Ja cię widzę - odparł Bolek. - Czy to powód, żeby tak siedzieć?
- Lubię tak sobie siedzieć, mały chłopczyku. - odrzekła Biała Dama i z powrotem spojrzała w okno. - Pewnie jesteś za mały, żeby to zrozumieć. Ja mam już ponad dwieście lat i dawno teny straciłam swoje ciało.
- Wow! - powiedział chłopiec ze szczerym podziwem i przysiadł po turecku obok na podłodze, jak przy pani w przedszkolu. - A dlaczego ciągle żyjesz?
- Cóż... - Biała Dama zawahała się i zamilkła na dłuższą chwilę. Wcale nie wydawało jej się, żeby chciała z kimś o tym rozmawiać, ale chłopiec tak cierpliwie czekał i czekał... - Jestem dawnym, melancholijnym wspomnieniem. Będę żyła w tym miejscu tak długo, jak trzeba.
- A do czego cię tutaj potrzeba? - Bolek nigdy nie hamował swojej ciekawości, gdy tylko się w nim pojawiła.
- Dzięki mnie ten dwór nigdy nie stał się martwym miejscem.
- Aha. - chłopiec ze zrozumieniem pokiwał głową. - Czyli jesteś już bardzo, bardzo stara. To powinnaś już pójść na eremynturę - dodał z dużą pewnością.
- Na emeryturę... - Biała Dama spojrzała za okno i zamyśliła się znowu na bardzo długo.
- To ja już sobie pójdę - powiedział Bolek roztropnie. - Bo muszę iść jutro rano do przedszkola.
Biała Dama tylko skinęła mu głową na pożegnanie.
Minęło tak kilka nocy, Bolek odwiedzał Białą Damę na krótką pogawędkę, dzięki czemu trochę się zaprzyjaźnili.
I któregoś dnia chłopiec pojawił się wraz z tajemniczym niezapowiedzianym gościem.
- Teraz już na pewno możesz iść na enemynturę, duchu! - zawołał uradowany. - Znalazłem ci towarzysza!
Biała Dama znieruchomiała z przejęcia, nawet jej wiecznie falująca suknia przestała falować.
- Doprawdy? - spytała cicho.
- Tak! - odrzekł Bolek. - To Czarny Duch. A ty jesteś Białą Damą, więc na pewno będziecie do siebie pasować!.
- No... ale gdzie on jest? - Biała Dama rozejrzała się dyskretnie po pokoju.
- Tutaj - chłopiec z dumą wyciągnął przed siebie drewniany przedmiot. - Musiałem przynieść go w pudełku, mówił ciągle, że nie może opuszczać komórki na narzędzia. Trochę czasu go namawiałem.
Gdy Bolek otworzył pudełko - rzeczywiście wyfrunął z niego Czarny Duch, a gdy tylko ujrzęli się oboje z Białą Damą - jakby wszystko wokół pzestało dla nich istnieć. Bolekbył trochę rozczarowany, bo zupełnie bez słowa po prostu padli sobie w objęcia, zamienili się w szarą smużkę dymu i przepadli bez śladu.
Chłopiec został w pokoju sam w środku nocy. Słyszał tylko cykanie świerszczy za oknem. Wzruszył ramionami, schował ręce do kieszeni piżamki i wrócił do łóżka. Dobrze, że gadanie z tymi niewdzięcznymi duchami nie było w nowym domu jego jedyną rozrywką.

Komentarze
Prześlij komentarz