Napisana do spółki z mężem. Ilustracja również powstała wspólnymi siłami :)
Wysoko w górach była sobie wioska. Mieszkali tam ludzie, którzy nie mieli dzieci. Chcieli je mieć, ale przez długi czas jakoś tak się nie składało. Kiedyś, dawno temu podobno żył w tej wiosce pewien czarodziej, który potrafił wyczarować dzieci, ale zmarło mu się i od tej pory już ich we wiosce nie było, nawet jeśli ludzie się o nie starali.
W górach, jak to w górach, ludzie z wioski hodowali owce i kozy. Doili od nich mleko, z którego produkowali sery. Wymieniali je potem na wino z wioską zza wzgórza. Tam akurat uprawiano winorośl, bo to był południowy stok. Nasi bohaterowie mieli więc właściwie wszystko, co im potrzebne, ale wzdychali też jeszcze o dzieci, których akurat nie mogli za bardzo mieć.
Wzdychali więc za dziećmi po kątach w swoich domostwach, ale też i wzdychali na rynku, zupełnie publicznie. A ponieważ koniec końców świat działa tak, że co chcesz to dostaniesz (więc lepiej z tym bardzo uważać!), tylko trzeba umieć brać, to któregoś razu o samym świcie, z porannej mgły nagle wyszły... Bobasy!
Miały bardzo dużo centymetrów wzrostów i w każdym obwodzie, były to niezwykle dorodne, wymarzone Bobasy. Były "ogromne, jak stodoła babci Krysi, postawiona na sztorc!" powiedziałby wioskowy Marian, gdyby tylko go ktoś zapytał.
Wioskowi, niestety, zupełnie zgłupieli. Nie mieli przecież pojęcia, jak obchodzić się z TAKIMI bobaskami! Kolejną zaś prawda życiowa jest to, że jeśli nie zareagujesz naprawdę szybko, to bardzo rychło poznasz gniew bobaska! A TAKIE Bobasy potrafią być naprawdę srogie!
Ponieważ nie dostały tego, co chciały w kilka minut, zaczęły zachowywać się po prostu okropnie. Głośno krzyczały, tupały raczkującymi kolanami i sikały do potoku. Były zwyczajnie głodne, a nawet mleko ze wszystkich kobiecych piersi tej wioski nie dałoby rady zaspokoić ich głodu, więc srogie Bobasy same postanowiły o siebie zadbać i wypijały całe mleczko wydojone od owiec i kóz, jakie tylko udało im się znaleźć. Gdy już jako tako zaspokoiły swój głód - wracały przez mgłę tak jak przyszły i siedziały cicho sza! Jakby ich wcale nie było.
Wioskowi byli przerażeni. Trwało to już tak kolejny tydzień, Bobasy pojawiały sie rano, wypijały mleczko, robiły bałagan i wracały po prostu skąd przyszły. Nikt nie wiedział, co można z tym zrobić, więc najmądrzejsi z wioski uradzili, że nie są wystarczajaco mądrzy i muszą udać się o poradę do kogoś mądrzejszego. Skierowali swe kroki wprost do Przełożonej Położnej, która zamieszkiwała po przekątnej od wioski przy wielkim głazie, po czterech zakrętach wąską ścieżką.
Położna była mądrą kobietą i znała się na rzeczy. Ucieszyła się, że wreszcie może się na coś komuś przydać i powiedziała wioskowym, że potrzebują smoków. Muszą teraz wzdychać do nich z taką czułością i determinacją, z jaką wcześniej wzdychali o pojawienie się dzieci i odtąd ich los się poprawi.
Jak powiedziała, tak uczynili. Wzdychali do smoków dwa dni nieprzerwanie i w końcu pojawiła się we wiosce ogromna smoczyca, która miała dużo potomstwa. Wysłuchała prośby wieśniaków i zgodziła się wypożyczyć im swoje małe smoczki, żeby poskromiły te wielkie i srogie Bobasy. Tak się też stało.
Gdy następnego ranka Bobasy wyszły znowu z mgły - małe smoczki wzleciały wprost do ich ust i dawały się im susać, by zaspokoić ich wieczne pragnienie susania. Zapierały się przy tym skrzydełkami o policzki bardzo mocno, by nie zostać wessane do środka, tak mocno susały Bobasy!
Odkąd zaś dano im coś do susania ("a raczej kogoś", oburzyłaby się zapewne Smoczyca) - Bobasy nagle już przestały być aż takie srogie. Już nie rozrabiały i nie wypijały już tyle mleczka co wcześniej. Okazało się, że mleko zgromadzone z piersi wioskowych kobiet mogłoby im już nawet ewentualnie wystarczyć... Ludzie wreszcie odetchnęli z nieskrywaną ulgą, ich radość jednak nie trwała długo.
W nocy bowiem przyszła z powrotem Smoczyca i okazało się, że wcale nie była taka bezinteresowna, jak mogło się komuś wydawać. Wzamian za wypożyczenie swoich smoczków zażądała, aby wieśniacy co wieczór oddawali jej na pożarcie jedną kozę lub owcę tak długo, jak długo smoczki będą susane przez srogie Bobasy. Wioskowi westchnęli z bezradności... Smoczyca zje wszystkie zwierzęta, skończy się mleczko, nie będzie serów, to i wina nie będzie na co wymienić. Srogie Bobasy zostaną, co prawda, udobruchane, ale co to będzie za smutne życie...
Ponieważ już trudu, mozołu i smutku nagromadziło się w tej opowieści aż nadto, przyszedł czas na jakiś morał. Są takie zdarzenia, które całkowicie wywrócą Wasze życie do góry nogami. Jesteście gotowi?

Komentarze
Prześlij komentarz