Przejdź do głównej zawartości

O Pawiu, który nie był z siebie dumny


Zainspirowana: obrazkiem w szablonie na Wordpess'ie.
Zdjęcie jest mojego autorstwa :)

Jest takie miasteczko, które całe wygląda jak wielki, piękny ogród. W centrum tego miasteczka znajduje się kościół okalany wspaniałą, bujną roślinnością - otaczają go przeróżne gatunki drzew i kwiatów. W każdej porze roku jest tam zielono i pachnąco.

Wierni przychodzący na mszę często zostawali na zewnątrz, by rozkoszować się tym pięknem i bogactwem natury. A cieszyć ich oczy mogły również trzy mieszkające tam pawie. Wszystkie one były piękne i majestatyczne, gdy przechadzały się alejkami ogrodu i rozpościerały swoje wspaniałe ogony.

Gwoli ścisłości jednak - tylko dwa pawie chadzały alejkami i prezentowały wiernym swoje opalizująco kolorowe pióra. Trzeci z nich zachowywał się jakoś inaczej - przesiadywał całe dnie wysoko na drzewie, a schodził tylko po to, by posilić się ziarnem rzucanym mu przez kościelnego. Dziwny to był paw i w zasadzie mało kto pamiętał o jego istnieniu.

Na mszę do kościoła przychodziło wiele osób, a wśród nich także pewien mały chłopiec. Siadał z mamą na ławeczce w pięknym ogrodzie i bardzo starał się grzecznie uczestniczyć w naborzeństwie, ciągle jednak coś go rozpraszało i nie pozwalało się skupić. A to przeleciał przed nim piękny motyl, a to śmiesznie zakumkała żaba w oczku wodnym, a to wiatr złowieszczo zawiał i zrzucił parę liści z drzewa... Co i raz to coś powodowało, że miał ochotę wstać i biec przed siebie, aby tylko sprawdzić co to takiego!

Mama bardzo nie lubiła tych momentów. Wypowiadała jego imię karcącym tonem, gdy tylko zaczynał się wiercić. Któregoś razu nawet zdarzyło się, że chłopiec wstał i podbiegł, by dogonić wielką, złocistą ważkę, ale zaraz przewrócił się i o mały włos nie wpadł do oczka wodnego. Mama wtedy podniosła go z ziemi szorstkim gestem i powiedziała srogo, wskazując na zdarte kolano:

- No i co? I jesteś z siebie dumny?!

Chłopiec oczywiście bardzo się wtedy zawstydził i w ogóle nie był dumny. Przecież to takie uczucie, gdy zrobi się coś wspaniałego, a on po prostu upadł... Wieczorami, gdy kładł się spać, mały chłopiec myślał sobie tym, jak to by było móc naprawdę być z siebie dumnny...

...i któregoś razu, siedząc na ławce przed kościołem i bardzo, ale to bardzo starając się uczestniczyć we mszy - dostrzegł coś połyskującego wśród liści jednego z dalszych drzew. Spojrzał na mamę, która jednak w ogóle nie zwracała na niego uwagi. Rozejrzał się wokoło, wszyscy wierni wpatrywali się nieruchomo w kościół przed sobą, tak byli skupieni.

Mały chłopiec kolejny i kolejny raz zauważył wśród liści te same migotliwe barwy i po prostu nie wytrzymał! Ciekawość była zbyt silna. Powoli wstał i ruszył przed siebie ostrożnym krokiem, w każdym momencie gotowy na to, że mama go skarci, to jednak tym razem nie nastąpiło.

Szedł tak alejką, aż dotarł pod samo to dziwnie połyskujące drzewo, zadarł głowę do góry i zobaczył pawia.

- O rany! - powiedział z zachwytem - To trzeci paw!

Wcześniej nigdy go nie widział, więc był bardzo zaskoczony jego istnieniem. Paw natomiast popatrzył na chłopca i powiedział:

- Właśnie tak sobie myślałem że tu do mnie przyjdziesz.

Mały chłopiec otworzył zdziwione oczy tak szeroko, jak chyba jeszcze nigdy w życiu. To mówiący paw!

- Ty naprawdę umiesz mówić? - zapytał z niedowierzaniem.

- No a nie słychać? - odparł paw wesoło.

- To po prostu bardzo dziwne. - obruszył się chłopiec, ponieważ był wyczulony na tego typu żarty.

- No dobrze, nie dąsaj się już. - powiedział paw - Przyszedłeś to do mnie... po coś?

Mały chłopiec zastanowił się przez chwilę nad tym pytaniem.

- Hm... chyba po to, żeby cię zobaczyć.

- To miłe z twojej strony.

- A dlaczego tak się tutaj chowasz? - zapytał po chwili chłopiec, ośmielając się coraz bardziej. - Wcale nie łatwo jest ciebie zobaczyć.

- Nie pokazuję się jak inne pawie - odpowiedział paw. - Bo ja wcale nie jestem taki dumny.

- Jak to? - zdziwił się chłopiec. - Masz przecież dokładnie tak samo piękne pióra jak każdy inny paw!

- Hm... wiem o tym - odparł paw, nieco zdumiony. - Po prostu nie obnoszę się ze swoją urodą...

Mały chłopiec był już zupełnie zbity z tropu. Paw w ogóle nie wyglądał na kogoś, kto jest z siebie niezadowolony, a jednocześnie twierdził, że chowa się, bo nie jest z siebie dumny. Trudno było mu to pojąć, jakis dziwny był ten paw...

- Trochę jesteś dziwny, pawiu... - wyznał chłopiec ostrożnie. - W ogóle cię nie rozumiem.

- Zadaj pytanie, może wyjaśnię? - zachęcił go paw tajemniczo.

- Mnie się wydaje, że jak ktoś nie jest z siebie dumny, to uważa, że jest z nim coś nie tak... a jeśli lubi siebie i wie, że jest fajny, albo piękny, to dlaczego miałby nie być z siebie dumny?

- Duma to chyba jeden z grzechów, nieprawdaż? - zapytał znów paw jakoś tak dziwnie.

- Właśnie nieprawda! - zaprotestował chłopiec, bo akurat to dobrze wiedział - przecież grzechem jest pycha!

- A czy to aby nie to samo? - drążył paw.

- Nie! - wykrzyknął chłopiec bardzo poruszony. - Pycha to kiedy myślisz, że wszystko zawsze robisz najlepiej i nie masz pokory. A kiedy jest się dumnym i zadowolonym ze swoich osiągnięć, to zupełnie co innego.

- Hm, to musiało mi się pomylić - odpowiedział paw w zamyśleniu. - dorośli potrafią tak wszystko zagmatwać, że już w ogóle nic nie wiadomo, co nie?

- To prawda - zgodził się chłopiec. - Wiesz co, pawiu?

- Co?

- Jestem dumny, że cię znalazłem!

- Cieszę się, mały chłopczyku! - odrzekł mu paw tak promiennie, aż można by przysiąc że się uśmiechał! Ale przecież to ptak...

- I jestem dumny, że wyjaśniłem ci, na czym polega duma i pycha.

- I to też mnie cieszy - paw uśmiechnął się jakby jeszcze szerzej. - To teraz wracaj już do swojego życia i pamiętaj, czego się nauczyłeś.

- Co takiego? Że ja się nauczy...

I wtedy mały chłopiec zamrugał zdumniony, bo nagle zobazczył przytłumione roletami światło poranka, sączące się przez okna jego pokoju. Obudził się właśnie z najpiękniejszego snu, jaki miał do tej pory w swoim krótkim życiu. Postanowił, że w najbliższą niedzielę swojej mamie też wytłumaczy, co to znaczy być dumnym z siebie.

- Ale o mówiącym pawiu lepiej nic jej nie wspominać - powiedział cichutko szeptem sam do siebie. - Bo na pewno by nie uwierzyła.



 

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

O dwóch kamieniach

  Zainspirowana: kamyczkami na drodze, opowiedział Piotr. To będzie bajka o dwóch kamieniach, posłuchajcie. Gdzieś w Albanii, przy drodze asfaltowej leżał sobie mały kamyczek. Co i raz to jakiś przejeżdżający samochód potrącał go i spychał w jakieś inne miejsce. Czasem zdarzyło się, że jakiś pieszy szedł poboczem i kopnął go przed siebie, albo jakieś dziecko wzięło go w rączkę i rzuciło. Czasem kopnął go osiołek, ciągnący wóz cebuli, a czasem bezpański pies. Trwało to już bardzo długo, kamyczek był przepychany bezwładnie z miejsca na miejsce. Myślał sobie z żalem: "Jestem taki mały, że wszyscy mogą mną pomiatać, to straszne, okropnie jest być takim małym kamyczkiem!" Któregoś razu został tak rzucony w okolice wielkiego wiaduktu. Obił się o niego i leżał nieopodal. Zauważył, że ów wiadukt miał fundament zbudowany z wielkich kamieni. Kamyczek był zachwycony! Powiedział do jednego z nich: "Oh! Ależ ty to jesteś wspaniały! Jesteś taki wielki, nikt tobą nie może pomiatać. ...

O Lisach i Borsukach

  Inspirowana: wzorem na dziecięcym beciku. Był sobie kiedyś las, w którym nigdy jeszcze nie pojawił się człowiek. Mieszkały tam różne stworzonka i stworzenia, a wśród nich także Lisy i Borsuki. Zwierzęta te żyły ze sobą w pełnej zgodzie, a nawet w przyjaźni. Kiedy wśród gęstwiny krzyżowały się ich ścieżki – miło się nawzajem pozdrawiały nim ruszyły w dalszą drogę. Pewnego razu jednak zdarzyło się tak, że w lesie zabrakło zajęcy. Zarówno Lisy, jak i Borsuki są oczywiście drapieżnikami i akurat te małe zwierzątka stanowiły dotąd ich przysmak. Jedne i drugie mogły żywić się jeszcze czymś innym, ale najbardziej upodobały sobie zające. Polowały na nie bez przerwy, przy każdej okazji. Te zaś, gdy zorientowały się w sytuacji – zaczęły uciekać z lasu na pobliskie łąki i pola, a nawet jeszcze dalej, by ratować swoje życie i potomstwo. Każdy bowiem przy zdrowych zmysłach chce na tym świecie przede wszystkim jednego – przetrwać. Odkąd w lesie zabrakło zajęcy – skończy...